sobota, 25 maja 2013

Od Zayn'a - CD historii Perrie


- Pozwolisz, że ją zastąpię? - zapytałem i szarmancko podałem jej ramię.
- Oczywiście. - powiedziała i ujęła je. Powoli szedłem po jej prawym boku. Od czasu do czasu spoglądała na moją ręką. W końcu straciłem cierpliwość. 
- Coś nie tak. - mruknąłem. 
- Nie, po prostu....Masz tu pająka. - odparła, a ja go zrzuciłem. Spojrzałem w jej oczy i z zakłopotania spojrzałem na swoje buty. 
- Chodź. - powiedziała Perrie. 
- Gdzie. Nie chcę! - syknąłem i pobiegłem do swojego pokoju. Nie mogę mieć teraz dziewczyny.... - pomyślałem. Ciekawe jak powiem wszystkim o tym....Że wyjeżdżam. 

~Wieczorem~

Zszedłem na dół, wszyscy siedzieli przy stole. 
- Muszę wam coś powiedzieć. - oznajmiłem. 
- Co? - zapytał Liam. 
- Wyjeżdżam. Do Hiszpanii..... - westchnąłem. 
- Czemu? - Aleksja omal się nie rozpłakała. 
- A takie sprawy....
- Jakie? - wydusiła Kells. 
- Ach....Wiesz, nie mogę zostać, bo....
- Ej wszyscy! Silencio jest chory i nie może wstać! - krzyknął Matt. 
- Mama ma chorobę śmiertelną - ale nikogo nie było. Tylko Emma została. 
- Przykro mi.... - przytuliła mnie. 

<<Emma dokończ.>>

piątek, 24 maja 2013

Od Perrie

Obudziłam się na tyle wcześnie, aby zobaczyć wschodzące słońce. To do mnie niepodobne, przeważnie wstaję około 10:00. Cóż, może dzisiaj lepiej wstać trochę wcześniej. Jak to mawia Eleanor, dzisiaj jest kolejny "Wielki, wielki, wielki dzień!" Uśmiechnęłam się na myśl o mojej przyjaciółce. To ona namówiła mnie do przyjechania do Stadniny. Jeszcze raz przewertowałam ulotkę. Tak, wszystko się zgadza. W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak się ubrać i zejść na śniadanie. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej dwa jajka. Rozbiłam je na patelni i czekałam, aż się usmażą. Nuciłam jakąś piosenkę, którą wczoraj usłyszałam w radiu. Kiedy w końcu jajecznica była gotowa, przełożyłam potrawę na talerz i wzięłam sztućce. Powoli, bez pośpiechu kroiłam kolejne kawałki żółtej masy i wsadzałam je do do ust. Żułam je dwa razy dłużej niż powinnam. Wszystko robiłam dzisiaj powoli. Może to przez tej wyjazd? Nie wiem, to się okaże. Kiedy w końcu skończyłam posiłek, włożyłam sandałki i pojechałam do Stadniny Złotej Podkowy. Podobno Blue Berry już tam jest. Kiedy tylko wyskoczyłam z auta podbiegła do mnie Eleanor i rzuciła się na szyję.
- Perrie! Myślałam, że już nie przyjedziesz! - krzyknęła na powitanie.
- Mnie też miło cię widzieć. - zaśmiałam się. Z domu wyszły inne osoby. - Może przedstawisz mnie reszcie?
- Pewnie! - podeszła do gromady ludzi i wskazywała każdego po kolei. - To jest Niall, to Aleksja, Emma, Zayn, Zuzanna, Bella, Emily, Louis, Avan i Leon. - powiedziała. - I jeszcze instruktorzy, Liam, Kelsey oraz Harry. 
Uśmiechnęłam się do wszystkich ciepło. Uściskali mnie przyjaźnie i życzyli mi, żebym szybko się przyzwyczaiła. 
- Eleanor, może pokażesz Perrie jej pokój? - zapytał się (chyba) Liam.
- Jasne! - wzięła mnie za rękę i dosłownie wciągnęła do dworku. Pobiegłyśmy na górę, gdzie znajdowały się sypialnie. Otworzyła drzwi do ostatniego pokoju i stanęłam jak wryta. Ja mam tu mieszkać? W takim luksusowym, można by powiedzieć, mieszkaniu? 
- Wow. - wydusiłam z siebie. Uśmiechnęła się szeroko.
- Dam ci chwilę na rozpakowanie, a potem zwiedzimy resztę. - powiedziała i zostawiła mnie samą. Westchnęłam. Miałam cztery torby pełne ubrań i jeszcze jedną, na kosmetyki, szczotki itd. Zaczęłam nucić i otworzyłam pierwszą torbę. Z anielską cierpliwością przekładałam z niej ciuchy do szafy. Kiedy skończyłam, ręce tak mnie bolały, że dałam sobie spokój. Wyszłam z pokoju i postanowiłam odnaleźć El. Nie znalazłam jej w domu, więc wyszłam na dwór. Kiedy tylko wyszłam na świeże powietrze, wpadłam na kogoś. Uderzyłam w jego muskularny tors i prawie bym upadła, gdyby mnie nie przytrzymał.
- Przepraszam, powinnam bardziej uważać. - powiedziałam.
- Nic się nie stało. Perrie, prawda? - zapytał. Dopiero, kiedy wypowiedział moje imię odważyłam się spojrzeć mu w oczy.
- Tak. - odpowiedziałam. Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Jestem Zayn. - przedstawił się. 
- Szukam Eleanor, widziałeś ją gdzieś? 
- Nie. - odparł. - A do czego ci ona?
- Miała mnie oprowadzić...
- Pozwolisz, że ją zastąpię? - zapytał i szarmancko podał mi ramię.
- Oczywiście. - powiedziałam i ujęłam je.

<<Zayn, opisz, co działo się dalej :3  >>

środa, 22 maja 2013

Od Harry'ego - CD historii Kelsey

- On...Zayn'a nie będzie na twoich urodzinach, a jutro miał być wyjątkowy dzień... -powiedziała Kelsey. Spojrzałem jej głęboko w oczy. 
- To nic... I tak jakoś szczególnie go nie lubiłem... - pocieszałem ją. - Chciałem spędzić ten tylko z tobą.
- Na prawdę? - zapytała z błyskiem w oku. Pokiwałem potakująco głową. Rzuciła mi się na szyję.
- Och, Harry! Dziękuję! - szepnęła i pocałowała mnie w policzek. Odwzajemniłem uścisk. 


~Następnego Dnia~



Obudziłem się około 7:00. Na moim biurku leżał stos prezentów. Uśmiechnąłem się. Podszedłem do kupki i wziąłem pierwszą z góry paczkę. Była od Kells. Otworzyłem, a tam znalazłem nasze pierwsze wspólne zdjęcie. Staliśmy przed stajnią pół roku temu. Obejmowałem ją ramieniem, a ona wtulała się w moje ramię. Ciekawe, jak zniesie wiadomość o tym, że wyjeżdżam. Zszedłem na dół i zastała mnie tam kolejna niespodzianka. Kelsey czekała na mnie w kuchni z talerzem naleśników. Podszedłem do niej i złożyłem na jej ustach czuły pocałunek. Zjedliśmy przygotowane przez Kells śniadanie i wyszliśmy na dwór. Wziąłem ją za rękę i pomogłem wsiąść do mojego samochodu. Jechaliśmy przez około piętnaście minut, aż zatrzymaliśmy się przed ekskluzywną restauracją. Dałem parkingowemu kluczyki do auta i weszliśmy do budynku. Zamówiliśmy dania i czekając na posiłek chwyciłem rękę Kelsey.

- Ja... Muszę ci coś powiedzieć... - zacząłem. Spojrzała mi głęboko w oczy.
- Tak, Harry? - zapytała się.
- Wyjeżdżam. - dokończyłem. Cała krew odpłynęła jej z twarzy.

<<Kelsey?>>

Angelika odchodzi!


58404 Victoria Justice jon mckee 1 122 427lo
Angelika Huggins

sobota, 11 maja 2013

Od Matt'a - CD historii Leon'a

Zajrzałem do boksu Dulce, a ta rozejrzała się i podniosła łeb do góry. 
- Kelsey....Ja wiem, że ty...
- Kochanie chodź! - krzyknął Harry. 
- Matt, ja muszę iść. - powiedziała słodkim głosem.
- Kelsey, ja cię...Bardo lubię.- szepnąłem, ale ona już wyszła. Spojrzałem jak uśmiecha się do mnie i namiętnie całuje Hazzę w usta. Ten uśmiechnął się do mnie złowrogo i odszedł wraz z Kells...
- Wszystko okey? - zapytała jakaś dziewczyna za mną.
- My się znamy? - zapytałem. 
- Nie... - westchnęła. - Mam na imię Bell'a, a ty?
- Matt. Przykro mi, ale nie mam nastroju. - rzekłem. 
- A...Kelsey, za nią każdy się ugania. Ale ona się interesuje tylko swoim Harry'm.
- Ale jakoś mną się interesuje, jestem jej kolegą. - spojrzałem jej w oczy. Z zakłopotania odwróciłem się. 
- Spoko, ja nie jestem taka jak ona. - powiedziała i mrugnęła jednym okiem. - Zadzwoń.
- Nie! - warknąłem i podszedłem do Emmy. 
- Dlaczego nikt mnie nie lubi? - zapytałem Emmę.

<< Emma, dlaczego? >>

Od Kelsey - CD historii Harry'eo

Gdy dojechaliśmy nad wodospad, zdjęłam dżinsową kurtkę i w samej sukience wskoczyłam do wody. Po chwili dołączył Harry. Wyszłam z wody i położyłam się na trawie. Niespodziewanie Dulce zerwała się z uwiązu i pogalopowała wprost na mnie.
- Kelsey! Uważaj!- krzyczał Harry, który wybiegł z wody. Nagle mój koń zahamował gwałtownie i spojrzał przestraszony na drzewo, a potem na mnie. Wstałam i przytuliłam klacz.
- Już dobrze...- szepnęłam jej do ucha. Przywiązałam ją obok Caro i spojrzałam na Hazzę.
- Harry...Czemu  ja mam takiego pecha. - zapytałam smutno.
- W jakim sensie? - spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Bo...Ja spadam z konia, koń prawie mnie staranował i jeszcze przez Zayn'a prawie wylądowałam w szpitalu! - westchnęłam.
- Spokojnie...Jestem przy Tobie więc się nie martw. - szepnął, co mnie uspokoiło. On ma taki łagodny głos...Po chwili zadzwonił mi telefon. Odebrałam.
- Co? - zapytałam, bo to był...Zayn. Po rozmowie byłam taka zła! On powiedział, że jutro wyjeżdża na pogrzeb babci, której podobno nienawidzi...
- Ach! Głupi! - krzyknęłam.
- Co się stało? - dopytywał Harry.
- On...Zayn'a nie będzie na twoich urodzinach, a jutro miał być wyjątkowy dzień... - spojrzał na mnie dziwnie...

<<Harry, y...Co tak się patrzysz? :3 >>

Od Harry'ego - CD historii Kelsey


- No, w szpitalu.- oparłem. 
- Ale czemu?- zapytała Kells.
- Spadłaś z Dulce... Nic nie pamiętasz? - odpowiedziałem. Pokiwała przecząco głową.
- Nie pamiętam nic z ostatnich kilku godzin... - powiedziała. Uśmiechnęła się delikatnie. 


~ 3 miesiące później~


 Właśnie wychodziłem z boksu Silencia, kiedy zauważyłem auta z przyczepami podjeżdżały pod dworek. Podszedłem do Liama, który stał przed wejściem do domu.
- Co to za samochody? - zapytałem.
- Kupiłem nowe konie. - wyjaśnił z tajemniczym uśmieszkiem na twarzy.
- Aż tyle? - zdziwiłem się.
- Dwie klacze i do tego trzy kuce. - odparł.
- Po co nam kuce? - dopytywałem się.
- Do hipoterapii. - odpowiedział i wszedł do środka. Wzruszyłem ramionami i poszedłem do Kelsey. Siedziała w swoim pokoju i rozmawiała przez telefon. 
- Puka się. - powiedziała, kiedy tylko przekroczyłem próg.
- Też się cieszę, że cię widzę. - odparłem z uśmiechem. - Z kim rozmawiasz?
- Z Eleanor. Wyjechała na kilka dni do swojej cioci. - odpowiedziała. - Po co przyszedłeś?
- Po nic. - odrzekłem. - Wybierzesz się na przejażdżkę?
- Jasne. - uśmiechnęła się i poszła do stajni. Pobiegłem za nią. Oporządziliśmy konie i pojechaliśmy nad wodospad - nasze ulubione miejsce.

<<Kelsey, opisz, co się działo dalej ;3 >>

czwartek, 2 maja 2013

Od Zayn'a - CD historii Eleanor

-Cześć,  chłopcy. - przywitała się. - O czym rozmawiacie?
-O niczym.- mruknąłem. Spojrzałem lodowatym wzrokiem na Louis'a i odwróciłem się napięcie.
-O czym?- powtórzyła pytanie. Chciałem ją szarpnąć, ale powstrzymałem się. Poszedłem powolnym krokiem do dworku, myśląc, że El za mną pobiegnie. Nie pobiegła.
-Co!- krzyknąłem, gdy ktoś mnie szturchnął za plecami.
-Przepraszam, że przeszkadzam.- powiedział znajomy głos. Odwróciłem się. Za mną stała Kelsey. Przytuliłem ją, ale ona mnie odepchnęła. 
-Co.- powiedziałem patrząc w jej oczy. 
-Ciężko jest mi o tym mówić, ale...
-Co?- przerwałem jej bezczelnie. Zawstydziłem się.
-No twoja babcia... Umarła na raka serca.- odparła. Czułem jak łzy napływają mi do oczu, ale mrugnąłem i to zniknęło.
-A co mnie to obchodzi!- warknąłem i odbiegłem. 
-Zayn! To twoja babcia!- powiedziała Kells.
-Ona zawsze była dla mnie okrutna i nie miła!- krzyknąłem popychając ją na drzwi. Uderzyła głową o klamkę i zamdlała. 
-Co się stało?!- zawołała Emily wchodząc do dworku. 
-Y...Nic!- krzyknąłem i odwróciłem się.
-Wytłumacz się! Już!- powiedziała zdenerwowana Em. 

<<Emily, nie będę Ci się z niczego tłumaczył! Dokończ!>>

Od Eleanor - CD historii Louis'a

- Co tu taki bałagan?! - zapytał Louis, kiedy tylko przekroczył próg kuchni.
- Jaki bałagan? Tu jest całkiem czysto... - wykręciłam się. 
- `Całkiem` - mruknął. Przewróciłam oczami.
- Głodna byłam... - odparłam. - Co teraz robimy?
- Nie mam pojęcia.- westchnął i odwrócił się. Po chwili chciał iść do pokoju, ale ja go zatrzymałam. 
- Może... chciałbyś się wybrać na przejażdżkę? -zaproponowałam.
- Okay. - zgodził się. Dałam mu całusa w policzek i pobiegłam na górę się przebrać. Kiedy wróciłam, Louis był już gotowy do drogi. Teraz tylko oporządzić konie. Udaliśmy się w stronę stajni. Konie prychnęły wesoło na nasz widok.  Zaśmiałam się cicho i podeszłam do Paradise. Pogłaskałam ją po chrapach i zaczęłam robić okrągłe ruchy na szyi zwierzęcia. Po chwili kuc rozluźnił się i westchnął odprężony.
- Jak ty to robisz? - zapytał Louis podchodząc do mnie.
- To terapia T-touch, dzięki temu konie się rozluźniają. - wyjaśniłam i dałam miętusa mojej klaczy. Od razu wzięła smakołyk. Pobiegłam do siodlarni po siodła, uzdy i sprzęt do pielęgnacji koni. Kiedy wróciłam, Lou właśnie kończył czyścić kopyta Maladze. Wzięłam szczotkę ryżową i zaczęłam rozczesywać poplątaną sierść Paradise, zaczynając od szyi, aż do zadu. Kiedy skończyłam, wzięłam zgrzebło i dokładnie oczyściłam skórę klaczy z wszelkich zabrudzeń. W końcu sięgnęłam po szczotkę i jeszcze raz przeczesałam całą sierść kuca. Potem, przy zastosowaniu grzebienia rozczesałam ogon i grzywę. Na koniec wzięłam kopystkę i wyczyściłam kopyta. Założyłam uzdę i siodło. Byłam gotowa do drogi.
- W końcu skończyłaś. - zaśmiał się Louis, który czekał na mnie z dziesięć minut.
- Oj tam. - machnęłam ręką. Dosiadłam Paradise i wyjechałam ze stajni. Jechaliśmy w milczeniu. Louis przyglądał mi się z troską.
- Coś nie tak? - zapytałam i zatrzymałam moją klacz.
- Nie, wszystko okay. -odparł. - Tak tylko myślałem...
- O czym myślałeś?
- O tym, że nigdy mnie nie dogonisz! - krzyknął i pogalopował.
- Ej, to nie fair! - odkrzyknęłam i także przyspieszyłam do galopu. Miał rację, nie dogoniłam go, ale byłam blisko wygranej. Zatoczyliśmy wielkie koło i wróciliśmy do stajni. Iglakiem rozczesałam zasklejki i wytarłam kuca. Potem wypuściliśmy wszystkie konie na pastwisko, a sami zabraliśmy się do czyszczenia boksów. Była to długa i trudna praca, ale opłacało się. Wymieniłam wodę i włożyłam do paśnika świeżego siana z domieszką owsa. Kiedy skończyłam, słońce zdążyło już zajść. Pospiesznie wprowadziłam konie do boksów i pobiegłam do dworku. Wzięłam prysznic i położyłam się spać.


~Następnego dnia~

 Obudziłam się bardzo późno. Słońce było bardzo wysoko. Przebrałam się w ogrodniczki i bluzkę w paski. Nie zamierzałam dzisiaj jeździć. Zeszłam na dół i zobaczyłam tam nowego i Kelsey.  Zmroziłam go spojrzeniem i wyciągnęłam z lodówki jogurt. Wzięłam łyżeczkę i wróciłam do pokoju. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam Niall'a, który skakał przez oksera. Uśmiechnęłam się. Postanowiłam, że też wyjdę na dwór. Zeszłam na dół. Włożyłam conversy i otworzyłam drzwi. Szłam sobie wolnym krokiem, kiedy zobaczyłam Louis'a na tyłach ogrodu. Rozmawiał z Zayn'em. Podeszłam bliżej.
- Cześć,  chłopcy. - przywitałam się. - O czym rozmawiacie?

<<Louis, Zayn, o czym rozmawiacie?>>

Od Leon'a

Pewnego słonecznego dnia obudziłem się około 11:00. Zaskoczyło mnie to, bo wstawałem zawszę około 08:00! Szybko zbiegłem na dół, a tam tylko Kelsey siedzi przy stole smutna.
-Co się stało?- zapytałem szybko Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Nie powinieneś być na lekcji?- zapytała.
-Y..Nie, bo ja lekcję mam z tobą.- powiedziałem i oparłem się o krzesło.
-W sumie tak! A chcesz jeździć na?- spytała i wstała.
- Narwie, ale ona...- zacząłem, ale ugryzłem się w język.
-Co ona? A...Nie jest do końca ujeżdżona.- powiedziała.- A może na...Caro.- zaproponowała.
 Spojrzałem jej w oczy, ale szybko odwróciłem wzrok.
-No okay. A Dulce, co z nią?- zapytałem ciepłym głosem.
-Ona, ona umarła!- krzyknęła i wybuchła płaczem.
-Przykro mi. Nie płacz Kells.- uspokajałem ją, ale ona w ciąż płakała. Hmm...
-Dobra! Trzeba wziąć się w garść, to ćwiczymy?- zapytała. Skinąłem głową i poszliśmy do stajni. Szybko osiodłałem Caro, a jak Kelsey się odwróciła zajrzałem do boksu Dulce. Ale ona żyje!
-Kelesy, chodź! Dulce!- zawołałem, a ta podbiegła.
-To chyba cud! Zawołam Matt'a i Scoot'a.- odpowiedziała i pobiegła. Ja pogłaskałem Dulce i dałem przysmak.

<<Matt dokończ proszę.>>