czwartek, 2 maja 2013

Od Eleanor - CD historii Louis'a

- Co tu taki bałagan?! - zapytał Louis, kiedy tylko przekroczył próg kuchni.
- Jaki bałagan? Tu jest całkiem czysto... - wykręciłam się. 
- `Całkiem` - mruknął. Przewróciłam oczami.
- Głodna byłam... - odparłam. - Co teraz robimy?
- Nie mam pojęcia.- westchnął i odwrócił się. Po chwili chciał iść do pokoju, ale ja go zatrzymałam. 
- Może... chciałbyś się wybrać na przejażdżkę? -zaproponowałam.
- Okay. - zgodził się. Dałam mu całusa w policzek i pobiegłam na górę się przebrać. Kiedy wróciłam, Louis był już gotowy do drogi. Teraz tylko oporządzić konie. Udaliśmy się w stronę stajni. Konie prychnęły wesoło na nasz widok.  Zaśmiałam się cicho i podeszłam do Paradise. Pogłaskałam ją po chrapach i zaczęłam robić okrągłe ruchy na szyi zwierzęcia. Po chwili kuc rozluźnił się i westchnął odprężony.
- Jak ty to robisz? - zapytał Louis podchodząc do mnie.
- To terapia T-touch, dzięki temu konie się rozluźniają. - wyjaśniłam i dałam miętusa mojej klaczy. Od razu wzięła smakołyk. Pobiegłam do siodlarni po siodła, uzdy i sprzęt do pielęgnacji koni. Kiedy wróciłam, Lou właśnie kończył czyścić kopyta Maladze. Wzięłam szczotkę ryżową i zaczęłam rozczesywać poplątaną sierść Paradise, zaczynając od szyi, aż do zadu. Kiedy skończyłam, wzięłam zgrzebło i dokładnie oczyściłam skórę klaczy z wszelkich zabrudzeń. W końcu sięgnęłam po szczotkę i jeszcze raz przeczesałam całą sierść kuca. Potem, przy zastosowaniu grzebienia rozczesałam ogon i grzywę. Na koniec wzięłam kopystkę i wyczyściłam kopyta. Założyłam uzdę i siodło. Byłam gotowa do drogi.
- W końcu skończyłaś. - zaśmiał się Louis, który czekał na mnie z dziesięć minut.
- Oj tam. - machnęłam ręką. Dosiadłam Paradise i wyjechałam ze stajni. Jechaliśmy w milczeniu. Louis przyglądał mi się z troską.
- Coś nie tak? - zapytałam i zatrzymałam moją klacz.
- Nie, wszystko okay. -odparł. - Tak tylko myślałem...
- O czym myślałeś?
- O tym, że nigdy mnie nie dogonisz! - krzyknął i pogalopował.
- Ej, to nie fair! - odkrzyknęłam i także przyspieszyłam do galopu. Miał rację, nie dogoniłam go, ale byłam blisko wygranej. Zatoczyliśmy wielkie koło i wróciliśmy do stajni. Iglakiem rozczesałam zasklejki i wytarłam kuca. Potem wypuściliśmy wszystkie konie na pastwisko, a sami zabraliśmy się do czyszczenia boksów. Była to długa i trudna praca, ale opłacało się. Wymieniłam wodę i włożyłam do paśnika świeżego siana z domieszką owsa. Kiedy skończyłam, słońce zdążyło już zajść. Pospiesznie wprowadziłam konie do boksów i pobiegłam do dworku. Wzięłam prysznic i położyłam się spać.


~Następnego dnia~

 Obudziłam się bardzo późno. Słońce było bardzo wysoko. Przebrałam się w ogrodniczki i bluzkę w paski. Nie zamierzałam dzisiaj jeździć. Zeszłam na dół i zobaczyłam tam nowego i Kelsey.  Zmroziłam go spojrzeniem i wyciągnęłam z lodówki jogurt. Wzięłam łyżeczkę i wróciłam do pokoju. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam Niall'a, który skakał przez oksera. Uśmiechnęłam się. Postanowiłam, że też wyjdę na dwór. Zeszłam na dół. Włożyłam conversy i otworzyłam drzwi. Szłam sobie wolnym krokiem, kiedy zobaczyłam Louis'a na tyłach ogrodu. Rozmawiał z Zayn'em. Podeszłam bliżej.
- Cześć,  chłopcy. - przywitałam się. - O czym rozmawiacie?

<<Louis, Zayn, o czym rozmawiacie?>>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz