Gdy dojechaliśmy nad wodospad, zdjęłam dżinsową kurtkę i w samej sukience wskoczyłam do wody. Po chwili dołączył Harry. Wyszłam z wody i położyłam się na trawie. Niespodziewanie Dulce zerwała się z uwiązu i pogalopowała wprost na mnie.
- Kelsey! Uważaj!- krzyczał Harry, który wybiegł z wody. Nagle mój koń zahamował gwałtownie i spojrzał przestraszony na drzewo, a potem na mnie. Wstałam i przytuliłam klacz.
- Już dobrze...- szepnęłam jej do ucha. Przywiązałam ją obok Caro i spojrzałam na Hazzę.
- Harry...Czemu ja mam takiego pecha. - zapytałam smutno.
- W jakim sensie? - spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Bo...Ja spadam z konia, koń prawie mnie staranował i jeszcze przez Zayn'a prawie wylądowałam w szpitalu! - westchnęłam.
- Spokojnie...Jestem przy Tobie więc się nie martw. - szepnął, co mnie uspokoiło. On ma taki łagodny głos...Po chwili zadzwonił mi telefon. Odebrałam.
- Co? - zapytałam, bo to był...Zayn. Po rozmowie byłam taka zła! On powiedział, że jutro wyjeżdża na pogrzeb babci, której podobno nienawidzi...
- Ach! Głupi! - krzyknęłam.
- Co się stało? - dopytywał Harry.
- On...Zayn'a nie będzie na twoich urodzinach, a jutro miał być wyjątkowy dzień... - spojrzał na mnie dziwnie...
<<Harry, y...Co tak się patrzysz? :3 >>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz