Akurat czyściłem Malagę, gdy ktoś zasłonił mi oczy.
-Zgadnij kto to! - krzyknęła dziewczyna ze śmichem.
-Eleanor!- zaśmiałem się. Odwracając się zahaczyłem o wiadro z wodą, a całą jego zawartość wylałem na moje buty.
-Cześć...- powiedziała. Uśmiechnąłem się i przytuliłem ją. Podszedłem, aby wyprowadzić konia, ale przewróciłem się na mokrej słomie. Wziąłem do ręki drugie wiadro i wylałem Eleanor na buty.
-Ej! Ty!- krzyknęła i wysypała na mnie paszę.
-Przykro mi Malaga, nie będziesz miała co jeść.- zaśmiałem się. Szybko wstałem i przytuliłem konia. Po czym odwróciłem się i pocałowałem Eleanor. Nagle wbiegła Kelsey z Harry'm.
-Szybko chodźcie!- krzyknęła. Zaprowadziła nas do Dulce, która leżała i się nie ruszała. Zastanawiałem się co jej jest.
-Co się stało?- zapytałem.
-Nie wiem! Widziałam jak ktoś stąd wybiega...- powiedziała.
-.A jak wyglądał?- spytałem. Nic nie odpowiadając wtuliła się w ramię Harry'ego. Po chwili Dulce poruszyła się, ale to nie trwało długo. Na pewno chciała wstać, ale nie mogła.
-Pójdę po Scoot'a i Matt'a.- oznajmił Harry. Scoot i Matt to są nasi weterynarze. Po chwili już tu byli.
-Co z nią?- szepnęła Kells.
-Ona...Umiera.- powiedział ze smutkiem Scoot. W tedy zaczęła tak ryczeć, że moja Malaga wyjrzała zza drzwi swojego boksu. Wraz z Eleanor poszedłem do dworku.
-Co tu taki bałagan?- krzyknąłem i spojrzałem na Eleanor.
<<Eleanor! To twoja sprawka?!>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz