piątek, 5 kwietnia 2013
Od Zuzanny
Wszystko zaczęło się,kiedy miałam 4 lata...Wtedy po raz pierwszy wsiadłam na kucyka szetlandzkiego-Walczyka.To była moja pierwsza przejażdżka,a zarazem pierwsze spotkanie z koniem.Dużo z tego okresu nie pamiętam,ale trochę się poprzypominało.
~Jakieś 16 lat potem~
Umiałam już wszystko,co musiałam.Została tylko woltyżerka.Na początku parę upadków zaliczyłam,ale nadal żyje.Uczyłam się woltyżerki na hucule-Krecie.Gniada klacz.Nie zwykę spokojna.Niestety naukę musiałam przerwać z powodu...Wolę o tym nie mówić,ale muszę...Tata zginął,ponieważ spadł z Achilesa.Achiles to koń rasy Shire.Lubię na nim jeździć.Spokojny jest ogółem,ale w tym dniu,kiedy umarł mój ojciec,coś go spłoszyło...Podejrzewam,że to sąsiadka...Wredna i nieuczciwa...Jeszcze w dodatku nie na widziła całej mojej rodziny.Ech...
~Dzień wyjazdu do stadniny~
Rzeczy były spakowane.Koń w przyczepie,Skyfall na moich kolanach.
~Na miejscu~
Nawet ładnie tam.Bagaże już rozpakowałam i usiadłam na łóżku.Rozmyślałam o wszystkim i niczym...O tacie i Meuretus...Moje życie to totalna klapa...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz